Gwałtownik, gdy idzie o sprawy ducha, nie dowierza zmysłom.
Zdarzało się, że oczy pokazywały mu Chrystusa, choć w rzeczywistości oglądał pustkę lub zwodnicze widmo.
Zdarzało się też, że Chrystus stawał przed nim, a oczy pozostawały na Jego obecność ślepe.
Nic, nawet miłość, nie może uzdrowić tej kondycji zmysłów, póki nie przejdziemy przez zasłonę i nie ujrzymy twarzą w twarz. Póki nie poznamy tak, jak sami zostaliśmy poznani.
Dlatego Maria, choć „ujrzała Jezusa, nie wiedziała, że to Jezus”, lecz wydawało jej się, iż rozmawia z ogrodnikiem (J 20,14n). Dlatego oczy uczniów podczas ucieczki z Jerozolimy pozostawały „na uwięzi, tak że Go nie poznali” (Łk 24,16).
Gwałtownik wszakże odkrył sekret umiłowanego ucznia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus Mesjasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus Mesjasz. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 8 kwietnia 2012
piątek, 6 kwietnia 2012
Wielki Piątek
"Oto przedziwne natchnienie dla naszej kondycji:
ciebie i mnie nie powinno być tu i teraz.
Wszyscy jesteśmy widmami.
Każdy żyjący chrześcijanin jest krążącym po świecie martwym poganinem."
ciebie i mnie nie powinno być tu i teraz.
Wszyscy jesteśmy widmami.
Każdy żyjący chrześcijanin jest krążącym po świecie martwym poganinem."
Gilbert Keith Chesterton, Ortodoksja
Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność.
Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata,
dlatego was świat nienawidzi.
Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu.
Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu.
Kto Mnie nienawidzi, ten i Ojca mego nienawidzi.
Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu.
Teraz jednak widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego.
Ale to się stało, aby się wypełniło słowo napisane w ich Prawie:
Nienawidzili Mnie bez powodu.
Ewangelia według Świętego Jana 15,19.24-25
sobota, 31 marca 2012
Ballada o Dzielnym Druhu
Od wielu już lat w okolicy Wielkiego Tygodnia wraca do mnie wiersz, który napisał Ezra Pound, pod tytułem "Ballad of the Goodly Fere". Kilka razy zabierałem się też, żeby go tu opublikować, ale w oryginale nie miałoby to sensu, zaś po polsku nie znalazłem tłumaczenia, które choć w części zdołałoby oddać surowość i siłę tego tekstu.
Istnieje co prawda parę przekładów, jednak brzmią one jak wiersze sarmackie albo naśladują pieśni rycerzy rodem ze śreniowiecza. Nie podobają mi się, bo są... za ładne. Tymczasem Pound, poeta subtelny i wyrafinowany, ten akurat wiersz ustylizował na rodzaj ni to szanty, ni to folkowej improwizacji, bo chciał opowiedzieć o Jezusie jako twardzielu, któremu należy się od innych twardzieli szacunek. Sam sposób rymowania, kończenia wersów krótkimi, jednosylabowymi wyrazami, powtarzania zwrotów i całych fraz przywodzi natomiast na myśl całkiem współczesny hip-hopowy freestyle.
Postanowiłem więc wziąć się do roboty i przetłumaczyć ten utwór wiernie, zarówno pod względem treści jak i stylu. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić rzetelność mojej pracy, oryginał może znaleźć na przykład TUTAJ: http://www.poemhunter.com/poem/ballad-of-the-goodly-fere/
Rozumiem, że ten sposób opisywania Ukrzyżowania czy samego Pana Jezusa może wzbudzić kontrowersje, ale też wiem, że dla Czcigodnych Czytelników tego bloga taki wiersz to gratka.
Przyjmijcie go więc jako mój prezent dla Was z okazji Niedzieli Męki Pańskiej. I niech się przyczyni do głębszej modlitwy w ten dzień. A potem do wierniejszego naśladowania naszego Dzielnego Druha!
Istnieje co prawda parę przekładów, jednak brzmią one jak wiersze sarmackie albo naśladują pieśni rycerzy rodem ze śreniowiecza. Nie podobają mi się, bo są... za ładne. Tymczasem Pound, poeta subtelny i wyrafinowany, ten akurat wiersz ustylizował na rodzaj ni to szanty, ni to folkowej improwizacji, bo chciał opowiedzieć o Jezusie jako twardzielu, któremu należy się od innych twardzieli szacunek. Sam sposób rymowania, kończenia wersów krótkimi, jednosylabowymi wyrazami, powtarzania zwrotów i całych fraz przywodzi natomiast na myśl całkiem współczesny hip-hopowy freestyle.
Postanowiłem więc wziąć się do roboty i przetłumaczyć ten utwór wiernie, zarówno pod względem treści jak i stylu. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić rzetelność mojej pracy, oryginał może znaleźć na przykład TUTAJ: http://www.poemhunter.com/poem/ballad-of-the-goodly-fere/
Rozumiem, że ten sposób opisywania Ukrzyżowania czy samego Pana Jezusa może wzbudzić kontrowersje, ale też wiem, że dla Czcigodnych Czytelników tego bloga taki wiersz to gratka.
Przyjmijcie go więc jako mój prezent dla Was z okazji Niedzieli Męki Pańskiej. I niech się przyczyni do głębszej modlitwy w ten dzień. A potem do wierniejszego naśladowania naszego Dzielnego Druha!
sobota, 16 lipca 2011
Pięć zasad walki według Bruce'a Lee
1. Zasada treningowa: UNIKAJ TESTÓW UMIEJĘTNOŚCI
Bruce Lee: „Unikaj poddawania próbom swoich umiejętności; z początku to przyjacielska zabawa, która w którymś momencie zaczyna przeradzać się w antagonizm. Nie dopuść do jakichkolwiek przejawów rozproszenia. Wyeliminuj wszelkie możliwości rywalizacji.”
Bruce Lee: „Unikaj poddawania próbom swoich umiejętności; z początku to przyjacielska zabawa, która w którymś momencie zaczyna przeradzać się w antagonizm. Nie dopuść do jakichkolwiek przejawów rozproszenia. Wyeliminuj wszelkie możliwości rywalizacji.”
niedziela, 9 stycznia 2011
Trzecia lekcja fechtunku: Równowaga
Głupcy patrzą na pojedynek i widzą tylko dłonie, które dzierżą miecz. Kiedy chwalą któregoś z szermierzy, machają rękami, żeby naśladować jego ruchy. Mistrz tymczasem skupia się na postawie ciała i pracy nóg, ponieważ wie, że cios, blok i unik zależą wyłącznie od tego jak noszą go stopy.
Podobnie gwałtownik zdaje sobie sprawę, że do pokonania lęków (bloki) i przemiany swojego myślenia (pchnięcia) potrzebuje takiego opanowania ducha, by z każdego odchyłu umiał wrócić do pionu i przypuścić atak. Sztuka zaś wewnętrznego balansu polega na
piątek, 24 grudnia 2010
Tajemnica wolności
Gwałtownik spotyka po drodze ludzi.
Czasem ktoś się do niego przyłączy, bo ma nadzieję usłyszeć historię. Nakarmić się jego siłą. Tacy jednak towarzyszą mu na krótkich odcinkach, bo albo za nim nie nadążają, albo po paru krokach tak ich wypełnia mądrość jego wędrówki, że muszą zejść z drogi, by przyswoić sobie tę wiedzę. Trawią ją później jak węże. Na odludziu. W bezruchu i spokoju. Syci na długie lata stagnacji.
Inni obserwują gwałtownika z przydrożnych zajazdów. Widać po oczach, że zapalają się na jego widok, ale
Czasem ktoś się do niego przyłączy, bo ma nadzieję usłyszeć historię. Nakarmić się jego siłą. Tacy jednak towarzyszą mu na krótkich odcinkach, bo albo za nim nie nadążają, albo po paru krokach tak ich wypełnia mądrość jego wędrówki, że muszą zejść z drogi, by przyswoić sobie tę wiedzę. Trawią ją później jak węże. Na odludziu. W bezruchu i spokoju. Syci na długie lata stagnacji.
Inni obserwują gwałtownika z przydrożnych zajazdów. Widać po oczach, że zapalają się na jego widok, ale
środa, 15 grudnia 2010
Wolność kontra bezpieczeństwo
Pijak wyglądał na zrozpaczonego. Stanął przy ogrodzeniu miejskiego parku i chwycił za kraty. Jego twarz wyglądała w świetle latarni jak bochen czerstwego chleba. Zawył. Spojrzał w niebo, potem znowu na drzewa, do których nie miał dostępu, zatrząsł metalowymi prętami i krzyknął przeraźliwie:
- Wypuśćcie mnie stąd! Wypuśćcie!
Gwałtownik podszedł do niego i poinformował:
- Człowieku, ale ty jesteś na zewnątrz. Na ulicy stoisz. Na wolności.
Pijak spojrzał na niego z pobłażaniem.
- Wiem – odpowiedział. – I tego właśnie mam dość…
- Jak to?
- Wypuśćcie mnie stąd! Wypuśćcie!
Gwałtownik podszedł do niego i poinformował:
- Człowieku, ale ty jesteś na zewnątrz. Na ulicy stoisz. Na wolności.
Pijak spojrzał na niego z pobłażaniem.
- Wiem – odpowiedział. – I tego właśnie mam dość…
- Jak to?
piątek, 10 grudnia 2010
Nauczyciel drogi rzadko uczęszczanej
Gwałtownik uczy innych. A ma po temu trzy powody.
Po pierwsze, zdaje sobie sprawę, że jego wiedza i umiejętności, nawet jeżeli czasem oznaczają wejście na drogę miecza, to prowadzą w końcu do pokoju i szczęścia. Chce się więc nimi dzielić.
Po drugie, żyje prawem mnożenia, które Mistrz Jezus wyraził w słowach: „Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (Łk 6,38). Naucza więc, by w ten sposób otworzyć się na spotkanie z nauczycielami większymi od siebie. Oddaje swoją wiedzę bez lęku, że uczniowie mogą go przerosnąć, bo wie, że jeszcze głębsze poznanie wróci do niego w obfitości.
Po pierwsze, zdaje sobie sprawę, że jego wiedza i umiejętności, nawet jeżeli czasem oznaczają wejście na drogę miecza, to prowadzą w końcu do pokoju i szczęścia. Chce się więc nimi dzielić.
Po drugie, żyje prawem mnożenia, które Mistrz Jezus wyraził w słowach: „Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (Łk 6,38). Naucza więc, by w ten sposób otworzyć się na spotkanie z nauczycielami większymi od siebie. Oddaje swoją wiedzę bez lęku, że uczniowie mogą go przerosnąć, bo wie, że jeszcze głębsze poznanie wróci do niego w obfitości.
piątek, 3 grudnia 2010
Wspinaczka wysoko-Boska, czyli gwałtownik się uczy
Gwałtownik zdaje sobie sprawę z tego, że jednym z najważniejszych zadań, jakie Bóg powierzył mu na ziemi jest uczenie się: odkrywanie prawdy w słowach i zachowaniach innych ludzi, przyswajanie sobie mądrości pokoleń, naśladowanie mistrzów rzemiosła i sztuki, zmaganie się z wyzwaniami, czerpanie zarówno z porażek jak i zwycięstw tej samej siły, docieranie do granic możliwości… i przekraczanie ich.
Nawet sam Syn Boży, Jezus z Nazaretu, żył w ten sposób, o czym
Nawet sam Syn Boży, Jezus z Nazaretu, żył w ten sposób, o czym
czwartek, 25 listopada 2010
Czasem gwałtownik popełnia błąd
Czasem gwałtownik popełnia błąd. Najpierw okazuje łaskawość i pozwala mówić do siebie zawistnikom. Później traci czas na rozważanie ich opinii. Wreszcie zapomina o całej sprawie. Ponieważ jednak nie przeprosił Boga za to marnotrawstwo, jad cudzej zazdrości i złorzeczenia zaczyna mu niepostrzeżenie paraliżować serce. Zaczyna się godzina zwątpienia. Zapada zmrok, ale on nie może zasnąć, bo przez umysł ciągną mu ze zgrzytem wizje porażki i słabości, a w uszach piszczą – jak po ciosie – słowa krytyki.
Wówczas gwałtownik podnosi się z posłania, wychodzi z domu i rusza za miasto.
Wówczas gwałtownik podnosi się z posłania, wychodzi z domu i rusza za miasto.
niedziela, 24 października 2010
Mamona
Gwałtownik pamięta nauczanie Mistrza: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie” (Mt 6,24).
Gwałtownik chce służyć Bogu – dlatego przecież jest gwałtownikiem. Wie jednak, że wybór tej służby nie może oznaczać ucieczki przed Mamoną. Mamony bowiem, póki istnieje ten świat, unicestwić ani pozbyć się nie da.
Święty Jan w Księdze Apokalipsy świadczy, że mamona ma istnieć do końca czasów, gdy w ostatnich latach przed Sądem Ostatecznym wystąpi na Ziemi antychryst. Trwać będzie wciąż i wszędzie handel, ale nikt nie będzie mógł „kupić, ani sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia bestii lub liczby jej imienia” (Ap 13,17). Chrześcijanie zostaną wtedy masowo uśmierceni, bo „wszyscy zostaną zabici, którzy nie oddadzą pokłonu obrazowi bestii” (Ap 13,16).
Zanim jednak nadejdą te wydarzenia, mamona ma krążyć po świecie dla testowania wierzących. Mistrz powiedział wyraźnie: „Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy?” (Łk 11,16).
Dlatego gwałtownik nie unika mamony, nie tchórzy przed nią, a przeciwnie: stawia jej czoła. Poluje na nią jak zawzięty myśliwy. Tropi, ściga, atakuje, chwyta i – ponieważ nie może jej zniszczyć – zakuwa w kajdany swoich rozkazów. Na tym właśnie polega służba, którą Pan w przyszłości wynagrodzi prawdziwym dobrem, by podbić jak największe hordy mamony i zmusić je do służenia Bogu.
Gwałtownik został posłany w nierówny bój, jak owca między wilki, jakby na pewną śmierć. Dlatego każdą decyzję w sprawach pieniędzy i posiadanych rzeczy traktuje jako kolejne ćwiczenie duchowe. Im więcej zdobędzie i im lepszy z tego, co zdobył, uczyni użytek, tym pewniejsze jego przeżycie i tym potężniejszym się staje wojownikiem: roztropnym jak wąż, zaś nieskazitelnym jak gołąb - zgodnie z nakazem swego Mistrza, Jezusa (Mt 10,16).
Gwałtownik chce służyć Bogu – dlatego przecież jest gwałtownikiem. Wie jednak, że wybór tej służby nie może oznaczać ucieczki przed Mamoną. Mamony bowiem, póki istnieje ten świat, unicestwić ani pozbyć się nie da.
Święty Jan w Księdze Apokalipsy świadczy, że mamona ma istnieć do końca czasów, gdy w ostatnich latach przed Sądem Ostatecznym wystąpi na Ziemi antychryst. Trwać będzie wciąż i wszędzie handel, ale nikt nie będzie mógł „kupić, ani sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia bestii lub liczby jej imienia” (Ap 13,17). Chrześcijanie zostaną wtedy masowo uśmierceni, bo „wszyscy zostaną zabici, którzy nie oddadzą pokłonu obrazowi bestii” (Ap 13,16).
Zanim jednak nadejdą te wydarzenia, mamona ma krążyć po świecie dla testowania wierzących. Mistrz powiedział wyraźnie: „Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy?” (Łk 11,16).
Dlatego gwałtownik nie unika mamony, nie tchórzy przed nią, a przeciwnie: stawia jej czoła. Poluje na nią jak zawzięty myśliwy. Tropi, ściga, atakuje, chwyta i – ponieważ nie może jej zniszczyć – zakuwa w kajdany swoich rozkazów. Na tym właśnie polega służba, którą Pan w przyszłości wynagrodzi prawdziwym dobrem, by podbić jak największe hordy mamony i zmusić je do służenia Bogu.
Gwałtownik został posłany w nierówny bój, jak owca między wilki, jakby na pewną śmierć. Dlatego każdą decyzję w sprawach pieniędzy i posiadanych rzeczy traktuje jako kolejne ćwiczenie duchowe. Im więcej zdobędzie i im lepszy z tego, co zdobył, uczyni użytek, tym pewniejsze jego przeżycie i tym potężniejszym się staje wojownikiem: roztropnym jak wąż, zaś nieskazitelnym jak gołąb - zgodnie z nakazem swego Mistrza, Jezusa (Mt 10,16).
Król Salomon
piątek, 8 października 2010
Pierwsza lekcja fechtunku
Gwałtownik wie, że w tym wszechświecie liczą się tylko dwie siły. Miłość, która wszystkim rządzi oraz strach, który próbuje się Miłości przeciwstawić. Ponieważ to sam „Bóg jest miłością” (1 J 4,8.16), strach w tej konfrontacji zajmuje stracone pozycje i zostanie na końcu zniszczony. Gwałtownik jednak nie lekceważy przeciwnika, bo rozumie, że w tym życiu tylko lęk potrafi niepostrzeżenie wniknąć do serca i skutecznie sabotować wszystkie, najbardziej nawet szlachetne, jego wysiłki.
Pierwsza obawa, z którą gwałtownik musi się więc zmierzyć, ma na imię „Nie-Uda-Ci-Się”.
Gdy Bóg inspiruje cię do jakiegoś czynu, przychodzi najpierw ten właśnie demon i robi wszystko, by zasiać w tobie myśli o porażce. Spójrz wówczas na krzyż Chrystusa i uświadom sobie, że we wszystkim „odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował” (Rz 8,37). Jedyną porażką byłoby, gdybyś nie wstał i nie zrobił kroku. Dlaczego? Bo tylko wtedy nic by się nie zmieniło. Wstań więc i rusz. Otrzymasz od Boga pomoc i prowadzenie. Nawet jeżeli czasem się zagapisz, potkniesz i upadniesz, przyjmij to jako lekcję. Uciesz się, że leżysz. I tak jesteś dalej, niż tam, gdzie siedziałeś. Możesz też docenić zmianę perspektywy…
Druga obawa, którą gwałtownik musi pokonać, nazywa się „Wyśmieją-Cię”.
Kiedy opowiadasz o swoich planach, a inni dostrzegają w tobie nadzieję na chwałę, bywa, że pojawia się w ich oczach i głosach drwina zwrócona przeciw tobie. Jeśli zakradł się do twego serca lęk przed wyśmianiem, podnosi wówczas łeb i ryczy, żeby cię przestraszyć i odwieść od wyznaczonych celów. Przypomnij sobie wtedy Jezusa odartego z szat na Kalwarii. Poproś o moc Jego milczenia, które zwyciężyło kpinę tłumu. Jak Dawid zrzucił z siebie ofiarowaną mu zbroję (1 Sm 17,39), tak ty przestań wreszcie szukać ochrony w opiniach innych ludzi. Liczy się tylko to, co myśli o tobie Pan. I co od Niego wiesz na swój temat.
Trzeci lęk, z którym gwałtownik stoczy walkę, nosi imię „Zostaniesz-Sam”.
Czasem dławisz pragnienia swego serca, bo się boisz, że gdy je zrealizujesz, nie będziesz się już miał z kim cieszyć. Czasem boisz się samotności, jaka cię czeka po drodze do celu. Przypomnij sobie jednak Boże zapewnienie: „Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się i nie strawi cię płomień. Nie lękaj się, bo jestem z tobą” (Iz 43,2.5). Idź!
Czwarty lęk atakuje ze zdwojoną siłą, a na swoim cielsku ma napisane „Znienawidzą-Cię”.
Niektórzy ludzie boją się dowiedzieć choćby i tego, że ktoś ich po prostu nie lubi. Myśl o tym, iż mogliby wzbudzić w kimś jawną wrogość, sprowadza ich na skraj paniki. Ty zachowaj spokój. Im jaśniej będziesz świecić, tym ciemniejsze mogą się stać cienie wokół. Cień jednak, choć warczy na światło, nigdy go nie zaatakuje, bo wie, że tylko od niego zależy. Świeć zatem ze swojego świecznika i miłuj cienie swoich wrogów. Zrozum, że ich opozycja to pokrętny wyraz szacunku do ciebie. Jesteś bezpieczny.
Najpotężniejszy strach, z jakim gwałtownikowi przychodzi się zetrzeć, nosi nazwę „A-Jeśli-Ci-Się-Uda”?
Tak. Lęk przed wygraną. Wyobrażenie, że gdy dopniesz swego, rozewrze się przed tobą czarna dziura bezsensu, stracisz ochotę, motywację, zapał i nie nacieszysz się długo owocami sukcesu… Atak na marzenie. Panika, gdy zaczynasz zdawać sobie sprawę, że może Ci się udać. Albo że już się udało…
Zatrzymaj się. Odetchnij. Powtórz na głos słowa Pana Jezusa: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię Moje” (J 15,16). Odetchnij jeszcze raz i ruszaj dalej, i proś o jeszcze więcej!
Gwałtownik przestaje się bać, gdy odkrywa wreszcie całym sobą, że „Bóg jest miłością. W miłości zaś nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa wszelki lęk” (1 J 4,16.18).
Pierwsza obawa, z którą gwałtownik musi się więc zmierzyć, ma na imię „Nie-Uda-Ci-Się”.
Gdy Bóg inspiruje cię do jakiegoś czynu, przychodzi najpierw ten właśnie demon i robi wszystko, by zasiać w tobie myśli o porażce. Spójrz wówczas na krzyż Chrystusa i uświadom sobie, że we wszystkim „odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował” (Rz 8,37). Jedyną porażką byłoby, gdybyś nie wstał i nie zrobił kroku. Dlaczego? Bo tylko wtedy nic by się nie zmieniło. Wstań więc i rusz. Otrzymasz od Boga pomoc i prowadzenie. Nawet jeżeli czasem się zagapisz, potkniesz i upadniesz, przyjmij to jako lekcję. Uciesz się, że leżysz. I tak jesteś dalej, niż tam, gdzie siedziałeś. Możesz też docenić zmianę perspektywy…
Druga obawa, którą gwałtownik musi pokonać, nazywa się „Wyśmieją-Cię”.
Kiedy opowiadasz o swoich planach, a inni dostrzegają w tobie nadzieję na chwałę, bywa, że pojawia się w ich oczach i głosach drwina zwrócona przeciw tobie. Jeśli zakradł się do twego serca lęk przed wyśmianiem, podnosi wówczas łeb i ryczy, żeby cię przestraszyć i odwieść od wyznaczonych celów. Przypomnij sobie wtedy Jezusa odartego z szat na Kalwarii. Poproś o moc Jego milczenia, które zwyciężyło kpinę tłumu. Jak Dawid zrzucił z siebie ofiarowaną mu zbroję (1 Sm 17,39), tak ty przestań wreszcie szukać ochrony w opiniach innych ludzi. Liczy się tylko to, co myśli o tobie Pan. I co od Niego wiesz na swój temat.
Trzeci lęk, z którym gwałtownik stoczy walkę, nosi imię „Zostaniesz-Sam”.
Czasem dławisz pragnienia swego serca, bo się boisz, że gdy je zrealizujesz, nie będziesz się już miał z kim cieszyć. Czasem boisz się samotności, jaka cię czeka po drodze do celu. Przypomnij sobie jednak Boże zapewnienie: „Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się i nie strawi cię płomień. Nie lękaj się, bo jestem z tobą” (Iz 43,2.5). Idź!
Czwarty lęk atakuje ze zdwojoną siłą, a na swoim cielsku ma napisane „Znienawidzą-Cię”.
Niektórzy ludzie boją się dowiedzieć choćby i tego, że ktoś ich po prostu nie lubi. Myśl o tym, iż mogliby wzbudzić w kimś jawną wrogość, sprowadza ich na skraj paniki. Ty zachowaj spokój. Im jaśniej będziesz świecić, tym ciemniejsze mogą się stać cienie wokół. Cień jednak, choć warczy na światło, nigdy go nie zaatakuje, bo wie, że tylko od niego zależy. Świeć zatem ze swojego świecznika i miłuj cienie swoich wrogów. Zrozum, że ich opozycja to pokrętny wyraz szacunku do ciebie. Jesteś bezpieczny.
Najpotężniejszy strach, z jakim gwałtownikowi przychodzi się zetrzeć, nosi nazwę „A-Jeśli-Ci-Się-Uda”?
Tak. Lęk przed wygraną. Wyobrażenie, że gdy dopniesz swego, rozewrze się przed tobą czarna dziura bezsensu, stracisz ochotę, motywację, zapał i nie nacieszysz się długo owocami sukcesu… Atak na marzenie. Panika, gdy zaczynasz zdawać sobie sprawę, że może Ci się udać. Albo że już się udało…
Zatrzymaj się. Odetchnij. Powtórz na głos słowa Pana Jezusa: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię Moje” (J 15,16). Odetchnij jeszcze raz i ruszaj dalej, i proś o jeszcze więcej!
Gwałtownik przestaje się bać, gdy odkrywa wreszcie całym sobą, że „Bóg jest miłością. W miłości zaś nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa wszelki lęk” (1 J 4,16.18).
wtorek, 28 września 2010
Miecz Krzyża
Faryzeusz patrzy na zmaltretowane ciało Mesjasza i ulega przerażeniu. Oczekiwał, że w nagrodę za swoją pobożność i dobre uczynki Bóg da mu znak, weźmie za rękę i poprowadzi na zielone niwy. Tymczasem stoi na Kalwarii sam, trzęsie się ziemia, pękają mury świątyni, przez podartą zasłonę widać, że Święte Świętych zionie pustką. Czyżby moc Boga naprawdę miała się objawić w masakrze Krzyża?
Faryzeusz nie dopuszcza do siebie takiej myśli. Strasznie go to gorszy. Faryzeusz, jeśli trzeba, chętnie zamieni synagogę na kościół, szabat na niedzielę, pielgrzymkę do Jerozolimy na pielgrzymkę do Częstochowy. Zamiast „Szema” zaśpiewa „Godzinki”. Przestanie składać całopalne ofiary, a zacznie dawać księdzu na mszę. Ale nigdy, przenigdy nie stanie pod Krzyżem tak, żeby choć jedna kropla Krwi spadła mu na głowę. Bo co, jeśli się okaże, że ta Krew dalej jest żywa, gorąca i słodka? O, nie! Faryzeusz nie jest głupi. Nie pozwoli się poparzyć.
Cynik w ogóle nie patrzy w stronę zamordowanego Mesjasza. Twierdzi, że to urąga jego poczuciu smaku i umysłowi. Cynik co prawda uwielbia przemoc w kinie, telewizji i grach komputerowych, ale uważa, że widok Ukrzyżowanego jest zbyt straszny dla dzieci, więc chce Go usunąć ze szkół. Cynik wyśmiewa się z Biblii. Potrafi z zapałem godnym lepszej sprawy opowiadać o intelektualnych sprzecznościach chrześcijańskiej wiary. Kiedy jednak ktoś zaczyna mu głosić Ewangelię, włącza głośną muzykę, odbiera telefon, loguje się na stronę z dowcipami i rży, póki złowrogi pomruk Słowa Bożego nie ucichnie. Cynik w ogóle nie patrzy w stronę Krzyża, bo boi się że Mesjasz mógłby mieć otwarte oczy – a w nich ani krzty sarkazmu czy choćby ironii…
„Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.” (1 Kor 1,22-25)
Dlatego tylko ten może się nazwać gwałtownikiem, komu „przed oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego” (Gal 3,1) i kto przez ten obraz spogląda na swoje życie każdego dnia, kto postanowił „nie znać niczego więcej jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” (1 Kor 2,2) i kto z Niego uczynił swój pancerz.
Gwałtownik wstaje rano nagi. Idzie na Golgotę. Obmywa się Krwią Jezusa. Zdejmuje z drzewa Krzyża umęczone Ciało. Zakłada Je na siebie – jak kapłan zakłada ornat, a rycerz zbroję. Całuje rany Chrystusowych rąk i wkłada w nie swoje dłonie. Całuje rany Chrystusowych nóg i wkłada w nie swoje stopy. Całuje rany zadane przez cierniową koronę i obleka w nie swoją głowę. Całuje ranę boku i wchodzi przez nią cały w Chrystusowe Serce.
Tak ubrany, gwałtownik przypomina sobie słowa Pana: „Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony”. Chwyta pusty Krzyż, jednym szarpnięciem wyrywa Go z ziemi i unosi wysoko w zaciśniętej pięści. Uśmiecha się i rusza do kolejnej bitwy, bo wie, że w takim pancerzu i z takim mieczem w dłoni czeka go tylko chwała.
"Zostałeś tu przyprowadzony po to, abyś to widział" (Ez 40,4)
Widzisz miecz?
Widzisz?
środa, 15 września 2010
Zanurkować w brzuchu potwora
Dziś Droga Gwałtownika zamienia się chwilowo w video-bloga. Odpowiadam na pytanie pani Karoliny z młodzieżowego portalu Revolta Discreta.
Jako komentarz uzupełniający przychodzi mi na myśl fragment genialnego utworu Hansa Ursa von Balthasara "Serce świata":
"A ponieważ Słowo pojęło już, że Jego przyjście na świat przyniesie Mu śmierć i zniszczenie i że Jego światło zginie w ciemności, podjęło walkę i wypowiedziało wojnę. Wymyśliło fortel: zanurkować jak Jonasz w brzuchu potwora i wniknąć do najdalszej komórki śmierci. Wypić kielich goryczy, doświadczyć więzienia grzesznej namiętności. Stawić czoła dążeniu do władzy i przemocy.
(...)
Chciał On tak dalece przeniknąć sobą wszystko, że każdy upadek, który miałby się w przyszłości wydarzyć, byłby upadkiem w Nim, a każda struga ludzkiej goryczy i zwątpienia spływałaby odtąd w Jego tajemne otchłanie.
(...)
Plan i fortel Boga jeszcze się jednak nie spełnił. Brakowało mu elementu najważniejszego: brakowało sposobu, aby wniknąć we wnętrze świata i przemienić go od samego środka. Brakowało narzędzia, by wyłamać zaryglowane bramy. Wtedy właśnie Bóg stworzył swoje serce i umieścił je pośrodku świata. Było to serce człowiecze..."
Książka "Przyczajony Chrystus, ukryty Bóg", którą powyższy filmik reklamuje, to natomiast rozbudowana wersja mojej odpowiedzi na pytanie: Jak połączyć się z Sercem Boga i czerpać z tej więzi siłę już tu i teraz?
Jako komentarz uzupełniający przychodzi mi na myśl fragment genialnego utworu Hansa Ursa von Balthasara "Serce świata":
"A ponieważ Słowo pojęło już, że Jego przyjście na świat przyniesie Mu śmierć i zniszczenie i że Jego światło zginie w ciemności, podjęło walkę i wypowiedziało wojnę. Wymyśliło fortel: zanurkować jak Jonasz w brzuchu potwora i wniknąć do najdalszej komórki śmierci. Wypić kielich goryczy, doświadczyć więzienia grzesznej namiętności. Stawić czoła dążeniu do władzy i przemocy.
(...)
Chciał On tak dalece przeniknąć sobą wszystko, że każdy upadek, który miałby się w przyszłości wydarzyć, byłby upadkiem w Nim, a każda struga ludzkiej goryczy i zwątpienia spływałaby odtąd w Jego tajemne otchłanie.
(...)
Plan i fortel Boga jeszcze się jednak nie spełnił. Brakowało mu elementu najważniejszego: brakowało sposobu, aby wniknąć we wnętrze świata i przemienić go od samego środka. Brakowało narzędzia, by wyłamać zaryglowane bramy. Wtedy właśnie Bóg stworzył swoje serce i umieścił je pośrodku świata. Było to serce człowiecze..."
Książka "Przyczajony Chrystus, ukryty Bóg", którą powyższy filmik reklamuje, to natomiast rozbudowana wersja mojej odpowiedzi na pytanie: Jak połączyć się z Sercem Boga i czerpać z tej więzi siłę już tu i teraz?
poniedziałek, 6 września 2010
Dlaczego Droga Gwałtownika?
Chrześcijaństwo to wiara w Jezusa. Jedyny pewny sposób na życie w obfitości i radości oraz na dostanie się kiedyś do nieba. Bo „nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12). „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus” (1 Tm 2,5).
Zanim wierzących nazwano chrześcijanami, mówiło się o nich, że są „zwolennikami Drogi” (Dz 9,2). Ale czy można powiedzieć o chrześcijaństwie, że jest Drogą Gwałtownika?
Można. Nawet trzeba.
Przede wszystkim ze względu na Jezusa.
On sam powiedział wyraźnie: „Aż do Jana sięgało Prawo i Prorocy; odtąd głosi się Dobrą Nowinę o królestwie Bożym i każdy gwałtem wdziera się do niego” (Łk 16,16). Tak! „Królestwo Niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je” (Mt 11,12).
Jezus sam był takim gwałtownikiem. Miał serce groźne, ale dobre. Groźne, bo dobre. I dobre, bo groźne. To serce kazało Mu upleść własnoręcznie bicz, którym później wypędził przekupniów ze świątyni. To serce kazało Mu z czułością i delikatnością błogosławić dzieci. To serce kazało Mu stanąć w obronie skazanej na śmierć cudzołożnicy. To serce kazało Mu wyśmiać otwarcie obłudę faryzeuszy.
To serce pozwoliło Mu stoczyć na krzyżu zwycięski bój o Twoją duszę.
Uczeń naśladuje mistrza. Ktokolwiek więc chce zostać uczniem Chrystusa, zamienia się w gwałtownika. Oczywiście, ten rodzaj gwałtowności nie ma nic wspólnego z przyziemną porywczością, choć czasem bywa równie agresywny. Jak więc podążać ta wąską ścieżką, by nie zbłądzić, ale piąć się zdecydowanie w górę?
Oto miejsce, gdzie będziemy się nad tym wspólnie zastanawiać i inspirować do konkretnych kroków. Wprost. Na całego. Na zabój.
Gotowi?
Do dzieła!
Zanim wierzących nazwano chrześcijanami, mówiło się o nich, że są „zwolennikami Drogi” (Dz 9,2). Ale czy można powiedzieć o chrześcijaństwie, że jest Drogą Gwałtownika?
Można. Nawet trzeba.
Przede wszystkim ze względu na Jezusa.
On sam powiedział wyraźnie: „Aż do Jana sięgało Prawo i Prorocy; odtąd głosi się Dobrą Nowinę o królestwie Bożym i każdy gwałtem wdziera się do niego” (Łk 16,16). Tak! „Królestwo Niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je” (Mt 11,12).
Jezus sam był takim gwałtownikiem. Miał serce groźne, ale dobre. Groźne, bo dobre. I dobre, bo groźne. To serce kazało Mu upleść własnoręcznie bicz, którym później wypędził przekupniów ze świątyni. To serce kazało Mu z czułością i delikatnością błogosławić dzieci. To serce kazało Mu stanąć w obronie skazanej na śmierć cudzołożnicy. To serce kazało Mu wyśmiać otwarcie obłudę faryzeuszy.
To serce pozwoliło Mu stoczyć na krzyżu zwycięski bój o Twoją duszę.
Uczeń naśladuje mistrza. Ktokolwiek więc chce zostać uczniem Chrystusa, zamienia się w gwałtownika. Oczywiście, ten rodzaj gwałtowności nie ma nic wspólnego z przyziemną porywczością, choć czasem bywa równie agresywny. Jak więc podążać ta wąską ścieżką, by nie zbłądzić, ale piąć się zdecydowanie w górę?
Oto miejsce, gdzie będziemy się nad tym wspólnie zastanawiać i inspirować do konkretnych kroków. Wprost. Na całego. Na zabój.
Gotowi?
Do dzieła!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




