piątek, 24 grudnia 2010

Tajemnica wolności

Gwałtownik spotyka po drodze ludzi.

Czasem ktoś się do niego przyłączy, bo ma nadzieję usłyszeć historię. Nakarmić się jego siłą. Tacy jednak towarzyszą mu na krótkich odcinkach, bo albo za nim nie nadążają, albo po paru krokach tak ich wypełnia mądrość jego wędrówki, że muszą zejść z drogi, by przyswoić sobie tę wiedzę. Trawią ją później jak węże. Na odludziu. W bezruchu i spokoju. Syci na długie lata stagnacji.

Inni obserwują gwałtownika z przydrożnych zajazdów. Widać po oczach, że zapalają się na jego widok, ale
w końcu odprowadzają go tylko wzrokiem, by dalej sączyć z kufli beznadzieję. „Jeszcze parę łyków – mówią sobie. – Już prawie widać dno. Jeszcze tylko tych parę łyków, a hukniemy łapskami w stół, podniesiemy tyłki i też wyruszymy. A co!” Potem dopijają. Spoglądają po sobie... I zamawiają kolejne piwo. „Bo – tłumaczą się przed innymi – nie przystoi zaczynać podróży w podłym nastroju.”

Gwałtownik patrzy im wszystkim w oczy. Bywa nawet, że się uśmiechnie, bo zna ich słabość. Sam kiedyś wrósł w siebie jak drzewo w ziemię i nie potrafił się ruszyć z miejsca. Dziś wie, że każdy może to zmienić, lecz także pamięta jak boli takie wyrywanie się z korzeniami. Okazuje więc wyrozumiałość ludziom osiadłym na poboczach.

Natomiast jednej kategorii ludzi unika jak nudy: tych, którzy utknęli na rozstajach.

Raz w życiu zatrzymał się przy którymś z nich.

- Ahoj, przygodo! – krzyknął tamten do gwałtownika. Siedział na samym środku skrzyżowania. Wyglądał jakby mu się coś stało. Z takim też wyrazem twarzy zapytał:

- Możesz mi pomóc?

- W czym? – gwałtownik zatrzymał się i przykucnął.

- Nie wiem, którą drogą pójść. Poradź mi coś – jęknął cierpiętnik.

- A dokąd zmierzasz?

- No, właśnie jeszcze nie zdecydowałem…

- Przecież żeby tu dojść musiałeś mieć jakiś cel. Jesteś w drodze, prawda?

- Byłem. Ale kiedy tu dotarłem i zacząłem się zastanawiać na wyborem dalszej trasy, dotarło do mnie jak głupie było już to, że w ogóle wyruszyłem. Widzisz, ja nie znam tych terenów.

- Ja też nie – odparł gwałtownik z rozdrażnieniem – ale wiem, gdzie się chcę znaleźć i tylko to się liczy.

- Mylisz się. Jeżeli nie znasz drogi, to zapewne nie wiesz też, co naprawdę znajdziesz u celu swej podróży. A jeśli tam dojdziesz i się rozczarujesz? Ja wolałbym wiedzieć to z góry i wiedzieć wszystko. Móc ocenić każdą z możliwości. Zmierzyć je, zważyć. Wtedy dopiero podjąć decyzję.

- Jeżeli tam, gdzie idę nie znajdę tego, czego szukam, to pójdę dalej. Zresztą to, czego szukam nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest kim się stanę dzięki tej wędrówce.

- Ale w ten sposób rezygnujesz z wolności! Gdy wybierasz jedną drogę, rezygnujesz z tylu innych. Gdy na niej postąpisz, może już nie być odwrotu. Staniesz się kimś jednym, ale nie staniesz się tyloma innymi. Dlatego usiadłem na tych rozstajach, bo wydaje mi się, że dla mnie najważniejsza jest wolność. A jestem wolny, póki nie dokonałem wyboru.

Gwałtownik podniósł się i tupnął obydwiema nogami, żeby strząsnąć proch z sandałów.

- Twoje myśli to trucizna – powiedział z góry do cierpiętnika. – Odwlekanie decyzji to wolność trupa. Prowadzi do zgnilizny i rozpadu. Skoro nie możesz się zdecydować kim być, stajesz się nikim. Skoro nie chcesz się ograniczyć do konkretnej formy, zamieniasz się w bezkształtną masę. Skoro nie chcesz się związać wyborem, skazujesz się na rozpad wszystkich związków w sobie. Czyś słyszał, by kto kiedy śpiewał hymny na cześć wolności kałuży?

Cierpiętnik pod wpływem tych słów jakby się w sobie zapadł, z ust popłynęła mu kreska brązowej śliny, ale słuchał.

- Tylko zaangażowanie przynosi wolność – kontynuował gwałtownik. – Orzeł nie potrafi nurkować w głębinach, ale spójrz z jaką wolnością króluje w powietrzu. Delfin pozbawił się skrzydeł i na chwilę zaledwie potrafi wyskoczyć z wody, ale popatrz z jaką swobodą rządzi oceanem. Tygrys wybrał ciężar i siłę, więc nigdy nie oderwie się od ziemi ani by polecieć, ani by żyć pod wodą. Ale spróbuj dotrzymać mu kroku, gdy się z przedziera przez śniegi tajgi. Oto wolność. Ty jesteś człowiekiem. Twoja wolność zatem o tyle więcej znaczy, że możesz zdecydować z jakich władz korzystać, jakim talentem służyć, jaki dar rozwinąć.

- Widzę, że ty wybrałeś – odparł cierpiętnik, a w ustach przy każdym słowie formowały mu się brązowe bańki. – I co? Idziesz drogą, na której spotykasz takich jak ja, choć już wiesz, że nie masz na to ochoty. Okoliczności często zmuszają cię, żebyś kładł się późno spać, a wstawał wcześnie. Cierpisz rany, tracisz zdrowie, walczysz i ryzykujesz życiem za ludzi, którzy potem o tobie zapominają. Rozdajesz garściami dobra, które inni – ziarnko do ziarnka – ciułają zazdrośnie w skarpetce. Czy tak postępuje człowiek wolny?

- Tak postąpił mój Bóg.

- Jak to? – zabulgotał cierpiętnik.

- Zdecydował, że się stanie takim właśnie człowiekiem.

Gwałtownik ruszył dalej.

Zrozumiał przede wszystkim czemu Pan Jezus przykazał swoim uczniom: „Nikogo w drodze nie pozdrawiajcie” (Łk 10,4) i postanowił już nigdy się nie zatrzymywać przy tych, co utknęli na rozstajach.

Zaś na rękojeści miecza wyżłobił sobie napis:

Wolność to zaangażowanie.

Obyś był zimny albo gorący! (Ap 3,15)

Pamiętaj. Tygrys.

Joakin Natterquist w filmie "Arn Templariusz"



30 komentarzy:

  1. Ktoś mi przypomniał, że film, z którego kadr tutaj zamieściłem wyszedł w Polsce pod tytułem "Templariusze. Miłość i krew"... Ci nasi tłumacze ;) W każdym razie: polecam go naprawdę serdecznie wszystkim, którzy zrozumieli powyższy wpis i chcieliby temat pogłębić. Świetne, europejskie kino, a zarazem mocna opowieść o wolności serca. W sam raz na któryś ze świątecznych wieczorów ;) Wypoczywajcie zdrowowo! Wesołych Świąt! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że to brak odwagi w podejmowaniu odpowiedzialności za swoje życie, ogranicza lub całkowicie uniemożliwia decydowanie w wolności. Skąd to wynika? Może z tego, że zbyt łatwo dziś osiąga się w życiu małe cele. Wkładając w to niewielki trud. Wiele rzeczy podane jest jak na tacy.. tylko brać. Konsupcjonizm. A rzeczy lubią przejmować kontrolę nad człowiekiem, jeśli ten im na to pozwala. Uzależniają od siebie.
    Wtedy przesłaniają nam właściwą drogę. Pewnie dlatego wielu ludzi woli tak trwać, jednocześnie użalając się nad sobą.
    Módlmy się dla nich wszystkich o odwagę, z którą przychodzi rodzący się Bóg. Wszystkiego dobrego.
    z modl arek

    OdpowiedzUsuń
  3. " Najważniejsze jest kim się stanę dzięki tej wędrówce."
    Otóż to. Ja właśnie ruszyłam tylko nie wiem czy z rozstai ;] czy też odstawiłam kufel beznadziei...jakby nie było idę. Najważniejsze, ze mam dobrego Przewodnika.

    Dostałam piękne życzenia świąteczne i dzielę sie nimi z Ojcem :) i tymi wszystkimi, którzy tu zaglądają :):


    Na ten świat przyszło ......

    Boże najczystsze Światło, by wskazać nam drogę,
    Boży doskonały Zbawca, by uwolnić nas od grzechu,
    Boży czuły Pasterz, by troszczyć się o nasze potrzeby,
    Boży stabilny Fundament, byśmy czuli się bezpiecznie,
    Boża pełnia Radości, by dać nam pieśń,
    Boży złamany Chleb, by zaspokoić nasz głód,
    Boży zwycięski Król, by rządzić w naszych sercach,
    Boża uzdrowieńcza Fontanna, by nas całych uzdrowić,
    Boży najwyższy Cel, by wypełnić nasze tęsknoty,
    Boży kojący Pokój, by przynieść nam odpoczynek,
    Boża odkupieńcza Miłość, by uczynić nas Swoją własnością,

    "I nadadzą Jemu imię Immanuel, co się wykłada "Bóg z nami"" Mat. 1:23

    Taki jest najwspanialszy Boży dar, który zstąpił z nieba, Jezus Chrystus.
    Życzę Wam Bożego błogosławieństwa, radości i pokoju

    OdpowiedzUsuń
  4. "...Zresztą to, czego szukam nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest kim się stanę dzięki tej wędrówce."
    Idę...moją tarczą i mieczem zarazem - modlitwa. Nie chcę ustać ani usiąść na rozdrożu. Trzymam mocno Jego dłoń,cokolwiek przyniesie następny dzień, wiem,że zwycięstwo kiedyś będzie słodkie.
    (Film oglądałam-rzeczywiście genialny!)

    Blogosławieństwa Bożego , mocy Ducha Św.dla wszystkich gwałtowników oraz "paranoików bożych"
    i tych,którzy jeszcze nie wiedzą kim są.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wesołych świąt ojcze! :) Trwania w tym co jest dobre i otwarcia się na to co przychodzi, co On zaplanował :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Odwlekanie decyzji to wolność trupa." - o tym zdaniu ojcu wspominałem. Dla mnie geniusz! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Zrozumiał przede wszystkim czemu Pan Jezus przykazał swoim uczniom: „Nikogo w drodze nie pozdrawiajcie” (Łk 10,4) i postanowił już nigdy się nie zatrzymywać przy tych, co utknęli na rozstajach."
    Czy to znaczy, że nie mamy się zatrzymywać przy osobach słabych i pogubionych? Czy raczej chodzi o to, żeby się przy nich nie zatrzymywać na dłużej, aby nie utknąć?

    OdpowiedzUsuń
  8. "Skoro nie możesz się zdecydować kim być, stajesz się nikim"
    "Ty jesteś człowiekiem. Twoja wolność zatem o tyle więcej znaczy, że możesz zdecydować z jakich władz korzystać, jakim talentem służyć, jaki dar rozwinąć."
    Nie podjęcie decyzji zwykle jest najgorsza formą decyzji,ponieważ sprawia,ze stoisz w miejscu a po pewnym czasie człowiek wraca tam,gdzie był wcześniej.Wydaje mi się częściowo z własnego doświadczenia,że ludzie boją się podjać decyzję i pozostają na rozdrożu,ponieważ nie wiedzą,które talenty powinni rozwijać a nieraz wyuczyli sie ,że żyja nie swoim ,ale cudzym życiem,nie znają Miłości,ale jedynie"powinnosci" i mierzą się z ideałem,którego nie są w stanie osiągnąć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie myślimy, albo za mało myślimy, albo jestesmy tchórzami...
    Często tylko akceptowane przez społeczeństwo, kreowane przez media granice są obszarem naszego działania.
    A przecież jest tak ogromna przestrzeń w nas, dużo większa niż na zewnątrz. Zaqwsze jest dokąd pójść. To jest fajne. A że wymaga wysiłku... wiadomo.
    Jak śpiewał Kazik: "Tylko nie mów, ze sie trudzisz, weź nie *****, to mnie nudzi."

    OdpowiedzUsuń
  10. ojcze ten film w polskiej wersji"templariusze miłosc i krew" to okrojone dwa inne filmy i połączone w jedną całość. tak przynajmniej mówi któraś z recenzji w Gosciu Niedzielnym...

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak to jest w końcu z tym filmem? "Templariusze miłość i krew" różni się od "ARN TeMPLARIUSZ" ??

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie umiem się streszczać ani pisać zwięźle - moje życzenia dla wszystkich, w tym dla Ciebie, przeczytasz na http://niedowiarstwomoje.blogspot.com/2010/12/pozwolmy-sie-bogu-poznac-i-doswiadczyc.html

    Gloria in excelsis Deo!

    (przy okazji - proszę o modlitwę o zdrowie mojej ciężarnej żony i powrót do zdrowia dla mnie, dość mocno się pochorowałem...)

    OdpowiedzUsuń
  13. "Odwlekanie decyzji to wolność trupa." Też mi się podoba i chyba to jest ten znak o który prosiłem wczoraj Pana. :P
    Czyli nie pozostaje mi nic innego tylko wziąć swój miecz na plecy, rodzinę pod pachę i pójść w stronę gdzie mnie woła Pan. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. A co, jak się zimny z gorącym na jednej drodze spotka?

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej Sebastian, daj Ty swojej rodzinie samodzielnie wybrać drogę. To nie da się tak na siłę kogoś uszczęśliwić, nawet z największej miłości i troski. Celem Twojej drogi może być szczęście i dobrobyt rodziny, ale nie żebyś Ty siłą pod pachą ciągnął kogoś "jedynie słuszną drogą". Gdzie tu widzisz wolność dla siebie i pozostałych, których kochasz i którzy Ciebie kochają? Bierz ten swój miecz na plecy i poproś rodzinę, by Ci czasem na jakim przystanku w drodze pić i jeść dała, by Cię kto wsparł, jak trzeba będzie...
    "Niebieska piosenka G. Tomczaka (http://darkluki.wrzuta.pl/audio/78xsAWw8KIR/grzegorz_tomczak_-_niebieska_piosenka) może pozwoli zrozumieć Ci istotę drogi rodziny.

    Przepraszam, ale jako żona nie mogłam przemilczeć.

    OdpowiedzUsuń
  16. Powitał...
    Ja w sprawie tego wpisu, może po nie w czasie... taki respons z rozstaju, zbierając manatki...

    Mnie FatherFabbs :) przeciągłeś pod kilem, palnąłeś bomem, a potem wytrzaskałeś po ojcowsku po pysku i poszczułeś psami. "SIC!" - To jedyny komentarz co się ciśnie. Bo niby takie oczywiste, psia jucha... ale to prawda. Tfu (te brązowe bańki)!

    OdpowiedzUsuń
  17. @dorka
    Chyba źle zrozumiałaś to co napisałem. Ja wszystkie swoje plany, które dokonuje w rodzinie konsultuje ze swoją żoną i jej zdanie jest dla mnie cenne. Nie oto w tym chodziło mi.

    OdpowiedzUsuń
  18. Sebastian, teraz to zasuwasz z własnym relatywizmem. Napisałeś, co stoi napisane. Brakło Ci może wieszczowego języka giętkiego, który powiedziałby wszystko, co pomyśli głowa. W zasadzie to O.Fabss powinien dawać tego typu komentarze, bo to wszak jego blog, nie mój, ale dyskusja miła pewnie O.Fabssowi, bo świadczy o tym, że każdy kto tu zagląda i wpisuje - myśli. Sebastian, jest niemożliwością, by dwoje ludzi tak samo myślało, tak samo odczuwało, tego samego pragnęło, tak samo miłowało, nawet jeśli są sakramentalną jednością. Kroczymy razem tą Drogą, którą jawi przed nami O.Fabbs, i Ty, i Twoja Rodzina, i ja i wielu innych. Ale każdy idzie własnym tempem, z własnym widzeniem świata i drugiego człowieka, z własną wrażliwością, z własnym celem. Czyli, niejako równolegle. Tu nie ma czego konsultować. Tu trzeba umieć odczuwać potrzeby, lub ich brak, drugiego człowieka. Czym jest miłość? Miłość jest bytem, jaki by nie był. Albo też, miłość jest byciem, trwaniem przy drugim, ale bardziej mentalnie, z akceptacją wszystkiego, co w tym drugim jest.
    Choć fajno wiedzieć, że możemy liczyć na Was, naszych i bożych Rycerzy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Doroto i Sebastianie, jako osoba 3 czyli z dystansem (zabrzmi to jak zmowa męska), muszę stanąć po stronie Sebastianie. Myślę, że rzeczywiście Dorota nad interpretowała wypowiedź S. i wyciągnęła złe wnioski. Ja nie odczułem w wypowiedzi S. jakiegoś ubezwłasnowolnienia rodziny czy czegoś takiego.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zgadzam się z poprzednikiem.
    Nie napisałem co mam na myśli dokładnie, ale doszukiwanie się czegoś tam gdzie tego nie ma jest bezsensu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Sebastian i ukasz(mi Panie), ja czytam słowa Sebastiana:
    "Czyli nie pozostaje mi nic innego tylko wziąć swój miecz na plecy, rodzinę pod pachę i pójść w stronę gdzie mnie woła Pan. :)"

    I zastanawiam się, czy rodzina Sebastiana koniecznie chce iść w tę stronę, w którą Sebastiana woła Pan. Zastanawiam się również nad tym, w którą stronę rodzinę Sebastiana woła Pan.

    Słowo napisane ma swoją moc. Może i się czepiam. Może się nie czepiam. Szukam po prostu wolności. Idę Drogą. I dostatecznie długo żyję na tym świecie, by mieć w posiadaniu wiedzę, że wolność mierzona męskim pojmowaniem wolności, ma inną miarę.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedy św. Józef we śnie dostał znak, że ma uciekać do Egiptu to nie pytał Maryi czy ona wolałaby uciekać do europy. Jeśli Sebastian stara się słuchać głosu Pana i za nim iść to myślę, że plan Boży jest dla całej rodziny, w końcu rodzina ma byc jednością

    OdpowiedzUsuń
  23. A... może nie było wtedy Europy?????

    OdpowiedzUsuń
  24. "Słowa, słowa, słowa - czyż nie są one prawdziwymi więzieniami, jeśli nie używa się ich we właściwy sposób?"
    Anthony de Mello

    OdpowiedzUsuń
  25. "Nie osądzajcie, abyście nie zostali osądzeni. Bo jaki wyrok wydajecie, taki i na was wydadzą..."
    Jezus Chrystus

    z całym szacunkiem, ale nie uważam, że użyłem słów w niewłaściwy sposób, ale jaki osąd wydałaś to wydałaś, ja mógłbym to samo o Twojej wypowiedzi powiedzieć;)

    p.s Coś mi się o Mello obiło o uszy, zastanawiam się czy warto coś jego przeczytać.Proszę o radę

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. To w takim razie, skoro brakło Ci argumentów ukasz(mi Panie), powiem za Albertem Camus :"Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem."

    OdpowiedzUsuń
  27. http://www.youtube.com/watch?v=-X0aGQg_NZ4&feature=related

    myślę że to wystarczy za komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  28. Dotknęło mnie to rozdroże.
    Nieraz właśnie tak grzęznę na rozdrożach. Wiem że to złe, wiem już że nie wybierając tracę wszystko, wybierając mogę zdobyć wszystko (czego pragnę). Czasem po ludzku nie potrafię ocenić która droga jest lepsza, zakręcę się analizach, namęczę.
    Od jakiegoś czasu dociera do mnie coraz mocniej to że nie wiem dokąd idę. Nie mam jasno sprecyzowanego celu, albo raczej cel który sobie obrałem nie jest jasny dla mnie. Jest zbieraniną małych postanowień, małych zasad które sobie wyznaczam, a służą one temu by było mi wygodniej, by mniej bolało...

    To co Ojciec mówi, pisze to trudna mowa, ale niezwykle pociągająca. Stawia wyzwania, wyrywa z miejsca, rozbudza pragnienia.

    A tak wracając do powyższego tekstu, to wyłaniają się z niego dwa wnioski (po raz kolejny w ostatnim czasie):
    - podjąć decyzję dokąd idę (odnaleźć swe pragnienia)
    - wybierać, nawet źle, ale nie stać w miejscu

    OdpowiedzUsuń