poniedziałek, 23 grudnia 2013

Droga do Idylium


Patrzyli z oddali na panoramę Idylium. Wiedzieli, że bliskość miasta to złudzenie wywołane zmierzchem. Mieli jeszcze dzień drogi do pierwszych rogatek, ale już z tego miejsca widzieli zarysy kopuł i wieżyc Stu Świątyń, którymi tak się szczyciły te ziemie. Słońce zaszło w mrok budowli i zgasło. Ich zaś dopadł chłód.



Kowal zaciągnął opończę, splunął i rzucił półgębkiem:
- Miasto stu kłótni, psia ich mać… Bóg jest tu, Bóg jest tam, módl się tak, módl się siak… Rób tak, nie rób tak… Walą tłumy pielgrzymów jak ćmy do świeczki i tak samo ślepe. Jeden pójdzie w lewo, drugi w prawo. Temu każą tańczyć i śpiewać, tamtemu siedzieć i milczeć. A i tak jednacy wyjdą. Do bramy wniebowzięci, ale w bramie już jak się przepychać zaczną który lepiej Boga kocha, to ze świętego grodu bez zębów wyjdą…

Poeta się roześmiał.

- Powiada mędrzec, że miłość staje się demonem z chwilą, gdy sobie człowiek zrobi z niej boga.*

- Jakżeż tak mówić możecie? – obruszył się Młodzieniec, a w oczach zapłonęło mu zgorszenie. – Wszak Bóg jest miłością. Sam we własnej osobie. Czyż nie?

Gwałtownik pokiwał głową:

- Bóg jest miłością. Ale miłość nie jest Bogiem. Bóg jest miłością samą w sobie. Ale miłości, z którymi nam się przychodzi spotykać to tylko odblaski tej pierwszej. Znak Boga to nie Bóg. Dlatego słusznie mówi Poeta, że kiedy znak Boga zaczniesz czcić jak Boga samego, wówczas się zmieniasz w bałwochwalcę i wywołujesz demony.

Młodzieniec podumał chwilę i rzekł:

- Rozumiem. Pożądliwiec na ten przykład tak myśli, prawda? Rozkosz zda mu się miłością i stawia ją na ołtarzu swego życia. Tylko jej jak skarbu szuka, tylko jej swoje serce oddaje. Bożkiem jego chuć.

- Przeciwnie – Gwałtownik pokręcił głową z dezaprobatą. – Przeciwnie. Kto w chuć czy opilstwo, czy inną pułapkę ciała wpadł, ten czuje jak niewolnik, nie jak czciciel. Lęka się, nie miłuje. Czy ryba, co połknęła haczyk, wielbi wędkę? Nie, po prostu przestaje się opierać i poddaje. Człowiek nigdy nie pomyli słabości swojego ciała z miłością, do której tęskni.

Problem zaczyna się dopiero z tymi, którym się wydaje, że wznieśli się ponad ciało i doświadczają czegoś w duchu.

Tak na przykład mężczyzna potrafi pokochać kobietę. Myśli, że właśnie w tym związku, w tej osobie i w tym czasie, Bóg mu się objawił w całości. Pada więc przed nią na twarz i czci, a nie widzi, że właśnie ją osamotnił. Bóg, który dzięki tej miłości chciał się im obojgu objawiać w miłościach kolejnych: do dzieci, wnuków, ziemi i wolności, teraz został odrzucony, a Jego miejsce zajął bożek romansu.

Tak na przykład kobieta potrafi pokochać swego syna. Słodycz ofiar, jakie dla niego ponosi, zatruwa jej serce i umysł. Przywiązuje go do siebie więzią fałszywej religii, której ten nawet jako mężczyzna zerwać nie potrafi. Ona czci w nim, jak w ożywionej lalce, dobroć własnego poświęcenia, on ukrywa w niej strach przed odpowiedzialnością. A wokół chichoczą demony.

Ale najgorsi są ci, którzy zgubili Boga w bogu. Którzy doznali prawdziwego objawienia, ale się w nim zamknęli. Którzy usłyszeli na modlitwie jedno z imion Niepoznawalnego i pomyśleli w pysze, że dane im zostało imię najważniejsze, odtąd więc walczą z wszystkimi, którym On przedstawił się inaczej. Którzy twierdzą, że na szczyt prowadzi wyłącznie ich szlak, a ci którzy znajdują własne drogi są odszczepieńcami.

Przestań robić zasadę z jednego doświadczenia miłości. Każdego dnia Bóg może cię kochać inaczej.

Pocałunek, który pamiętasz już nie istnieje. Istnieją zaś usta, którą chcą całować dziś, na nowo.

Mistrz powiedział: „Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują” (Mt 7,14).

Wielu jest takich, którzy myślą, że ten wyjątkowy skrót znaleźli. Stoją tu i tam u podnóża góry, wskazują palcem, pokrzykują: wchodź tędy, oto wąska droga, co prowadzi do bramy życia! Możesz być pewny, że nieliczni tędy wchodzą, bo lękają się surowości skał, moralności łańcuchów górskich, etyki drabinek… Ale nie słuchaj ich, bo to bałwochwalcy.

Gdyby naprawdę słuchali mistrza, to by wiedzieli, że brama znajduje się na początku drogi, a nie u jej końca.

Wiesz czemu?

Najpierw musi być naprawdę „ciasna brama”, bo to wejście tylko dla ciebie. Na twoją miarę i serce. Nikt inny tędy nie przejdzie.

Potem „wąska droga”, bo nikt inny jeszcze tędy przed tobą nie szedł. To ścieżka, której możliwość tylko ty dostrzegasz. To ścieżka, którą ty wytyczasz, bo tylko ty dasz radę to zrobić.

Dlatego też „mało jest takich, którzy ją znajdują”, bo zapomnieli, że Mistrz zna po imieniu, po imieniu wzywa i imię przygotował jako nagrodę…

Gwałtownik przymknął oczy, jakby chciał sobie coś przypomnieć i wyrecytował:

- „Zwycięzcy dam manny ukrytej i dam mu biały kamyk, a na kamyku wypisane imię nowe, którego nikt nie zna oprócz tego, kto otrzymuje. I wyznam imię jego przed moim Ojcem i Jego aniołami” (Ap 2,17.3,5)

Otworzył oczy, spojrzał na Młodzieńca i dodał:

- Jeśli wierzysz, że Bóg jest miłością, to stroń od wszystkich, którzy twierdzą, że wiedzą, co to może dla ciebie znaczyć. Znajdź swoją bramę. Wejdź na swoją ścieżkę. Przygotuj się na wściekłość, którą obudzisz w bałwochwalcach, lecz się jej nie obawiaj. Żaden za tobą nie podąży.

Oto twoja droga do życia…




*”Miłość staje się demonem z chwilą, kiedy zaczyna stawać się bogiem” C.S. Lewis



36 komentarzy:

  1. Przeczytałem tekst dwa razy, a rzadko mi sie to zdarza. I bynajmniej nie dlatego, że go nie zrozumiałem. Dobrze tu wrócić ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. Gwałtowniku, dobrze prawisz :) Pan z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie się zdaje, że wielu jest takich, co na siłę swojej ścieżki szukają, chcąc by inni podziwiali ich szukanie...albo też jeszcze inni idą wymyśloną i wytyczoną przez siebie ścieżką, nazywając ją ścieżką Pańską i szukając poklasku dla swojego "trudu". Kogo tedy nazwać bałwochwalcą?

    OdpowiedzUsuń
  4. "skoro Bóg jest miłością to czy miłość jest Bogiem?" świetne! :D dokładnie takie pytanie zadałem sobie na którychś już rekolekcjach, po czym długo myślałem i wymyśliłem że... głupie pytania sobie zadaję. Tekst odkrywczy, wielki powrót, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gwałtowniku dzięki, piękny prezent mi sprawiłeś. Twa wędrówka jest inspiracją. Bóg z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam się, że jestem zaskoczony kontynuacją Gwałtownika. Oczywiście mile zaskoczony.
    I tu chciałbym Tobie fabianie podziękować za inspiracje. Jakieś 2,5 roku temu trafiłem na Twoje pierwsze nagranie "W imię Jezusa..." Coś mną wstrząsneło po którymś razie słuchania. No i zaczęło się. Od tego czasu zmieniłem samochód na taki jaki chcę. Kupiłem ziemię dokładnie taką jaka mi pasuje i własnie buduję dom dokładnie taki jaki sobie zamarzyłem. W pracy również robię to co uważam za słuszne no i dzieje się. A co mną tak wstrząsnęło- Nie mam zamiaru trafić do czyśćca tylko po to, aby robić te rzeczy, które mam TU i TERAZ wykonać. Koniec z oszukiwaniem się, że jeszcze nie nadszedł czas na realizację swojej drogi.
    Spokojnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  7. O. Fabianie skąd ten relatywizm
    - mimo powyższej konwencji,
    przedstawiającej ważne dla Ojca treści?

    Jedna jest Droga i jedna jest Brama - ta sama dla wszystkich - Jezus.
    Jeden jest też sposób wejścia przez tę Bramę
    i jeden sposób kroczenia tą Drogą - na wzór Jezusa.
    Jeśli jakieś różnice - to tylko te tkwiące w różnorodności,
    jaką niesie ze sobą każdy człowiek,
    w jego charakterze, stopniu wrażliwości,
    w nadawaniu osobistego rysu konkretnym i jednoznacznym czynom,
    do których konkretnie i jednoznacznie wzywa PAN.

    Jedno jest też imię Boga, który jest Miłością - JESTEM, KTÓRY JESTEM
    - bowiem JEDEN jest Bóg.
    I w tej Miłości, której nie ogarniemy naszym rozumem
    jest ON JEDEN W TRZECH OSOBACH
    - Ojciec, Syn, Duch Święty.
    Jedną z cech tej Miłości jest to,
    że Bóg nie ma "wielu twarzy"
    nie przedstawia się "wieloma imionami".
    Ma wiele przymiotów (Miłość, Mądrość, Cierpliwość, etc.), ale to nie są one Jego imionami.
    Bóg Prawdziwy nie jest Światowidem.
    Bóg Prawdziwy ma jedną Twarz - a jest nią Twarz Boga-Człowieka o Imieniu Jezus.

    Pośród zaś wielu znaków - istnieje w naszej rzeczywistości Znak, który JEST Bogiem.
    Tym Znakiem jest Najświętszy Sakrament, Eucharystyczne Ciało i Krew Jezusa.
    Tajemnica zaś Eucharystycznego Znaku to Tajemnica Bożej Miłości,
    zniżającej się tak bardzo by stać się dla nas namacalnym Znakiem Bożej Obecności.

    Czy tęskni Ojciec za jednością z TYM Znakiem?
    Czy tęskni Ojciec do możliwością DAWANIA Tego Znaku - Eucharystii nam,
    głodnym i potrzebującym Obecności Boga?
    Czy tęskni Ojciec za owocami, jakie niesie ze sobą
    ta wyjątkowa jedność z Bogiem - Kapłaństwo,
    tj. za możliwością sprawowania dla nas Sakramentów - Znaków Obecności i Miłości Bożej?
    Czy tęskni Ojciec za karmieniem nas Prawdziwym Pokarmem - Ciałem i Krwią Jezusa,
    bez których wszystko inne jest jedynie substytutem pogłębiającym nasz głód i pragnienie?

    Życzę Ojcu tej tęsknoty,
    szczególnie teraz - w Czasie, gdy Aniołowie zwiastują nam Wielką Radość.
    Życzę Ojcu, by ta tęsknota Ojcowskiego serca
    była wyjściem na spotkanie z tęsknotą przychodzącego Jezusa.
    Życzę Ojcu, by ponownie
    - tak, jak wiele lat temu -
    odpowiedział Ojciec na tęsknotę Jezusa,
    który zapragnął wyjątkowej jedności z Ojcem
    - w Kapłaństwie.
    Kapłan Jezus i Kapłan Fabian.
    Sakramentalna,
    Wieczna
    Jedność Dwóch w Miłości pozostawiającej Tożsamość.
    Szczyt Wolności.
    Najwyższy punkt rozwoju osobistego.
    Największy sukces.
    Najpiękniejszy Dar
    - dla Jezusa,
    - dla siebie,
    - dla nas.
    Największa Radość.

    Niech Dobry Anioł Ojca prowadzi.

    Z darem modlitwy,
    Maciek

    OdpowiedzUsuń
  8. Super wpis! Właśnie tak to czuję! Amen!

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Maciek W: Odpowiem Ci słowami św. Tomasza z Akwinu, doktora Kościoła: "Dochodząc do kresu naszego poznania znamy Boga jako nie­znanego, umysł nasz bowiem wówczas osiąga najwyższy stopień poznania, gdy poznaje, że istota Boga przewyższa wszystko, cokolwiek można pojąć w tym życiu i chociaż nie wiemy, czym Bóg jest, to jednak wiemy, że jest". Oraz słowami samej Biblii: "Gdy wychwalać będziecie Pana, wywyższajcie Go, ile tylko możecie, albowiem i tak będzie jeszcze wyższym, a gdy Go wywyższać będziecie, pomnóżcie siły, nie ustawajcie, bo i tak nie dojdziecie do końca. Któż Go widział i mógł to opowiedzieć, któż Go tak wysławił, jak tego jest godzien? Istnieje wiele tajemnic jeszcze większych, niż te, widzimy bowiem tylko nieliczne Jego dzieła." (Syr 43,30-33). W świetle nauki Biblii i Kościoła Twoja wypowiedź ("jedno jest też imię Boga" itd.), choć brzmi na szczerą i pobożną, może prowadzić do jawnego wystąpienia przeciw pierwszemu przykazaniu. Rozważ to otwartym umysłem. Po drugie i znacznie ważniejsze: stawianie znaku równości pomiędzy Kapłanem Jezusem i kimkolwiek innym JEST herezją. Sakrament święceń (zwróć uwagę: ten sam w trzech stopniach! diakonatu, prezbiteratu i episkopatu) nie czyni bowiem z nikogo "Kapłana", a jedynie narzędzie, którym jeden prawdziwy Kapłan-Chrystus może się posługiwać w Kościele. Radości w zgłębianiu wspaniałych tajemnic naszej wiary życzę! Również z modlitwą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojcze Fabianie,
      dziękuję za Twoje słowa skierowane do mnie.
      Cieszę się, że zechciałeś mi odpowiedzieć.
      I dziękuję za modlitwę w mojej intencji - trzymam Ojca za słowo :-)

      PS. 1.
      Ojcze, wiem, iż poznanie Boga moim umysłem nigdy nie osiągnie kresu Tajemnicy, jaką jest Bóg, jednak - będąc wiernym właśnie Pismu Świętemu i Nauce Kościoła Katolickiego - wierzę, iż "Bóg objawiał się swemu ludowi stopniowo i pod różnymi imionami, ale objawienie imienia Bożego dane Mojżeszowi w teofanii płonącego krzewu, na początku Wyjścia z Egiptu i Przymierza na Synaju, okazało się objawieniem podstawowym dla Starego i Nowego Przymierza" (KKK 204). I właśnie to jest istotą tej części mojej wypowiedzi. Bóg bowiem nie tylko daje się nam szukać/rozpoznawać w ramach zdolności naszego rozumu, ale On się również nam Objawia - objawiając tym samym Prawdę o Sobie Samym, Prawdę, do której nie dojdziemy swoim umysłem, ale właśnie którym jesteśmy w stanie ją przyjąć. I nie przestaje mnie zachwycać, iż Ktoś tak Wielki i Niepoznawalny ludzkimi siłami daje się poznawać, co więcej - mówiąc już kolokwialnie - przedstawia się ujawniając Swoje Imię, uchylając tym samym rąbka tajemnicy o Sobie (patrz np. KKK 206, 207). Złamaniem zaś I Przykazania byłoby, gdybym ZNAJĄC (dzięki Objawieniu) prawdziwe Imię Boga, twierdził iż nosi On inne imię (pomijam tutaj nazywanie Boga należącymi się Mu przymiotami, zgodnymi/zakresowo tożsamymi z Objawieniem zawartym w Piśmie Świętym).

      PS.2.
      Co się zaś tyczy Kapłaństwa Jezusa i kapłaństwa Ojca Fabiana - nie stawiam tutaj znaku równości, ale znak JEDNOŚCI. Zresztą nie ja stawiam, czyni to sam Bóg, jak słusznie Ojciec zauważył - czyniąc zwykłego człowieka wyjątkowym "narzędziem". Znaczenie zaś i wielkość tej Jedności, o której pisałem oddaje w prostych słowach Katechizm Kościoła Katolickiego, mówiąc, iż "przez pełniącego posługę święceń działa i zbawia sam Chrystus" (KKK 1584; warto również przeczytać: KKK 1566, 1575, 1581, i 1585).
      I takiej tęsknoty - do pełnego życia właśnie w takiej jedności Ojcu życzę. Jedności kapłana/prezbitera Fabiana z Najwyższym Kapłanem, Który udzielił swoim umiłowanym uczniom całej swej władzy, dał udział w swoim posługiwaniu, i Który swoim umiłowanym uczniom - klękając przed nimi jak niewolnik - umył nogi.

      PS.3.
      Mimo, iż (otwierając szczerze mój rozum i serce na światło Ducha Świętego) uważam, że stawia moim słowom Ojciec bezpodstawne zarzuty to z serca - jeszcze raz - dziękuję za Ojca wpis, tj. za odniesienie się do moich słów. Jest we mnie jakaś dziecięca(?) radość z faktu, iż przeczytał Ojciec to, co napisałem, a czego świadectwem jest właśnie Ojca komentarz.

      Serdecznie pozdrawiam,
      Maciek

      Usuń
    2. Maćku, nie odwracaj kota ogonem. To nie ja Tobie, ale Ty mi postawiłeś bezpodstawne zarzuty o relatywizm. Pokazałem Ci tylko, że uzasadnienie tychże balansuje u Ciebie na granicy herezji, a nawet ową granicę - w kwestii rozumienia kapłaństwa - przekracza. Cytaty z KKK (wszystkie przez Ciebie podane) wyraźnie pokazują, że Kapłan jest jeden, zaś "pełniący posługę święceń" to ktoś inny, niż K/kapłan - ani w rozumieniu potocznym, ani tym bardziej pogańskim. Żadnego znaku równości. A jedności? Czy chciałbyś zasugerować, że sakrament święceń powoduje, iż człowiek staje się z Chrystusem jakoś istotowo BARDZIEJ zjednoczony, niż po prostu przez stan łaski? Dalej: ruszyłeś w stronę rozjaśniania istoty Boga, a tekst, który tu komentujemy mówi wyłącznie o ludzkiej drodze do Niego. I bezdrożach też. Na koniec: zwracaj się do mnie bezpośrednio. "Ojca" mi wzięli ;)

      Usuń
    3. Doceniam i dziękuję za propozycję przejścia na "Ty".
      Niech tak będzie, ale dopiero od momentu,
      gdy się kiedyś ponownie i osobiście spotkamy, dobrze?
      Do tego czasu - jeżeli będę mógł - będę zwracał się per "Ksiądz"
      - tego już nikt nie weźmie (tj. sakramentu) :-)
      Dziękuję również za modlitwę w mojej intencji.

      W moich powyższych wpisach podtrzymuję zasadność zarzutów,
      jakie stawiam Księdza słowom i bezpodstawność zarzutów mi stawianych
      - nie jest to więc odwracanie kota ogonem.

      Co się zaś tyczy jedności o jaką mi chodzi
      - Kapłana Jezusa i kapłana Fabiana,
      polecam Księdzu słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty
      nt. czym powinna być Eucharystia dla kapłana.

      W kwestii zaś treści tekstu,
      dotyczącego, jak sam Ksiądz wyżej napisał,
      wyłącznie ludzkiej drogi do Boga i ludzkich bezdroży
      – pozostawiam Księdzu i wszystkim czytelnikom do rozwagi
      słowa Benedykta XVI z Orędzia na Światowy Dzień Młodzieży w 2013r.:

      ”Pierwszym aktem miłości,
      jaki możecie uczynić dla bliźniego
      jest dzielenie się źródłem naszej nadziei:
      ten, kto nie daje Boga, daje zbyt mało!” Benedykt XVI


      Z najlepszymi życzeniami dla Księdza (patrz wyżej)
      Maciek

      Usuń
    4. Fragmentami, które przytaczasz sugerujesz jakby Fabian sam odszedł z zakonu. Skąd wiesz, że tak było? Bo ja wiem tylko, że został wydalony i nic więcej. Narzucasz swój punkt widzenia, nie zastanawiając się nad tym czy prawidłowy, czy nie jest krzywdzący czy jesteś osobą kompetentną do tego by kogoś publicznie osądzać - tym bardziej osobę znaną podczas gdy sam jesteś anonimowy.

      Chciałbym przypomnieć, że różne osoby w Kościele sporo wycierpiały niesłusznie, np. Joanna d'Arc uznana za życia za heretyczkę a po śmierci za świętą; św. Jan od † był niesłusznie więziony przez własnych zakonnych współbraci; jego (Jana) oraz św. Teresy od Jezusa najlepszy przyjaciel i współpracownik w reformowaniu zakonu o. Jerónimo Gracián został wyrzucony z zakonu na podstawie fałszywych dowodów, a wyrok został wówczas potwierdzony przez króla oraz nuncjusza apostolskiego - dopiero po kilku latach ówczesny papież poprosić o sprawdzenie procesu i wyrok został unieważniony. Problemy z przełożonymi miał także o. Pio. Doradzałbym więc znacznie większą powściągliwość w ocenianiu bliźnich. Jak było z Fabianem? Nie wiem. Znam osobiście inne współczesne przypadki, które tylko potwierdzają, że lepiej się powstrzymać od pochopnej oceny w takich sytuacjach.

      Pozostawiam Ci Maćku i wszystkim Tobie podobnym do przemyślenia, że szatan potrafi się posługiwać dobrymi chęciami rozbudzając je do niezdrowych i nieroztropnych rozmiarów albo zachęcając nas do przejęcia dobrej roli, na którą nie jesteśmy jeszcze gotowi. Jeśli byłbyś bardziej zainteresowany tematem, to polecam choćby, św. Teresę od Jezusa, karmelitankę bosą, reformatorkę Karmelu, Doktor Kościoła, która pisała o tym np. w Twierdzy wewnętrznej w drugim rozdziale.

      Usuń
    5. @Maciek W, @zel0zelatus
      Zajmijmy się sobą. Jeśli znajdujemy coś dla siebie w opowieściach Gwałtownika, czy też w tym co mówi/robi @Fabbs to czytajmy i korzystajmy. Jeśli nie znajdujemy, to nie czytajmy. Jeśli chcemy się czymś podzielić dobrym/prawdziwym/koniecznym to piszmy. Proszę, nie szukajmy "źdźbła w oku bliźniego". Publiczne psychoanalizy nie są dobre :)
      Pozdrawiam z drogi życia i Najlepszego Nowego Roku
      Jacek

      Usuń
    6. Jacek,
      Zaoponowałem przeciw osądzaniu - i zrobiłem to tylko raz. Czy to źle? Nikogo nie analizowałem. Czemu mnie wymieniasz?

      Usuń
    7. @zel0zelatus

      Jeśli stawiasz mi zarzuty:
      a) sugerowania samodzielnego odejścia z zakonu przez byłego już ojca Fabiana,
      b) narzucanie swojego zdania
      c) brak zastanowienia się nad...(no właśnie, nad czym?)
      c) czy wręcz publicznego osądzania Autora
      - proszę o odniesienie się do konkretnych MOICH słów.
      Chyba, że wolisz pozostawić pustymi zarzuty,
      jakie stawiasz mi i mnie podobnym,
      "oponując przeciw osądzaniu - nikogo nie analizując".

      Co się zaś tyczy przykładów Świętych, które przytoczyłeś
      - masz rację, osoby te wiele wycierpiały,
      także/przede wszystkim ze strony przełożonych/władz Kościoła.
      Ich ból był dla nich m.in. próbą ich wiary.

      Idąc zaś krok dalej pytam się Ciebie:
      Czy wiesz w jaki sposób wyszli z tych prób zwycięsko,
      tj. wchodząc/pozostając na drodze świętości?
      Czy wiesz, jak postępował np. o. Pio w swoich problemach z przełożonymi?

      Przeczytaj proszę punkt 28 z Dzienniczka św. Siostry Faustyny - tam znajdziesz odpowiedź.

      Moje zaś dobre chęci - którym daję wyraz w słowach kierowanych do Księdza Fabiana Błaszkiewicza, nawet jeśli w Twojej ocenie miałyby być "rozbudzone do niezdrowych i nieroztropnych rozmiarów" dotyczą względem Autora niniejszego Bloga jedynie tego, o czym pisze św. Paweł w 2 Tm 1,6.

      Pozdrawiam,
      Maciek

      Ps.
      Dziękuję Ci za przytoczenie osoby św. Teresy z Avila, która jednoznacznie mówi czego najbardziej potrzebujemy "dopóki żyjemy na tej ziemi". Daje ona jednocześnie prostą metodę weryfikowania wszystkiego kim jesteśmy i co robimy, która to metoda utwierdza mnie w słuszności moich zamieszczonych tutaj słów (Twierdza Wewnętrzna, Mieszkanie pierwsze, rozdział II, nr 9 i kolejne).

      Usuń
    8. Jeśli chodzi o zarzuty, to wystarczy spojrzeć choćby na komentarz, w którym o nie pytasz. Wszyscy znamy sytuację autora blogu a jakoś nie życzysz, nie dbasz, nie modlisz się za przełożonych zakonu.

      Jeśli chodzi o przytoczony fragment z Dzienniczka, to nie można go stosować bezrefleksyjnie do każdego przypadku. Joanna d'Arc miała całkiem przeciwne objawienie. :-)

      Usuń
    9. Ad.1. "Jeśli chodzi o zarzuty..." - ciekawą masz logikę rozumowania, aczkolwiek absurdalną.

      Ad.2. A propos "bezrefleksyjności" - czyżbyś uważał, że Bóg jest wewnętrznie sprzeczny?

      Pozdrawiam i życzę Ci uczciwości w myśleniu,
      Maciek

      Usuń
    10. Co konkretnie jest absurdalnego w moim rozumowaniu?

      Nie, nie uważam, żeby Bóg był wewnętrznie sprzeczny. Te pozorne sprzeczności raczej mówią o tym jak pewne rzeczy powinniśmy interpretować, zachęcają do pogłębionej refleksji. Po prostu różnie Bóg mówi w różnych sytuacjach - nawet jeśli komuś patrzącemu z zewnątrz te sytuacje wydają się podobne. Swoją drogą ciekaw jestem jak Ty rozumiesz ten fragment z Dzienniczka?

      Usuń
    11. Witaj,

      1. Co mam na myśli pod słowem "absurd":
      Absurd (za Słownikiem Wyrazów Obcych PWN) - wyrażenie sprzeczne lub nonsensowne; "absurdalny" - niedorzeczny, nieprawdziwy, nieprawdopodobny, pozbawiony sensu.

      2. Potwierdzenie zarzutów (z 02.01.2014, z godz.21:42), jakie mi stawiasz, upatrujesz w słowach, w których właśnie pytam Ciebie o zasadność tychże zarzutów (tak wnioskuję ze słów " wystarczy spojrzeć choćby na komentarz, w którym o nie pytasz"). Niedorzeczna argumentacja, upatrujesz bowiem potwierdzenia zasadności swoich spostrzeżeń w treści mojego pytania dotyczącego właśnie ich zasadności.

      3. Co więcej - twierdząc, iż "wszyscy znamy sytuację Autora blogu" (co jest zresztą nieprawdą, bowiem przynajmniej Ty sam jesteś tutaj osobą, która "wie tylko, że [ów Autor] został wydalony z zakonu i nic więcej"), kategorycznie stwierdzasz, iż nie dbam, nie życzę i nie modlę się za przełożonych zakonu (rozumiem że chodzi Ci m.in. o o. Prowincjała Wojciecha Ziółka SJ?). Odważna teza - tylko czy faktycznie tak jest, że jeżeli tutaj o czymś nie piszę, to tak jest naprawdę? Sugeruję Ci ponowne przeczytanie moich wpisów, ze szczególnym uwzględnieniem tego, do kogo są one kierowane, być może wówczas zrozumiesz dlaczego nie piszę tego, czego nie piszę.

      4. „Last but not least” - oponujesz przeciw osądzaniu i twierdzisz, że nikogo nie analizujesz. Kolejne nonsensowne stwierdzenie, czynisz bowiem względem mnie coś dokładnie przeciwnego.

      To tak pokrótce odnośnie mojego zarzutu absurdalności względem Twojego myślenia (w kontekście sposobu stawiania mi zarzutów). Mam nadzieję, że teraz lepiej rozumiesz mój odbiór Twoich słów.

      Usuń
    12. Co się zaś tyczy mojego pytania o "wewnętrzną sprzeczność w Bogu":

      - twierdzisz, że objawienie dane św. Joannie d'Arc jest całkiem przeciwne do objawienia danego św. Faustynie,

      - w nawiązaniu do powyższego stwierdzenia dopowiadasz, iż "Bóg mówi różnie w różnych sytuacjach".

      Czy naprawdę nie widzisz, że logicznym wnioskiem jaki można wyciągnąć słuchając Ciebie jest właśnie teza o "wewnętrznej sprzeczności Bożej myśli", a mówiąc prościej - to, że wg Ciebie Bóg, w zależności od sytuacji, na ten sam temat mówi różne rzeczy, czyli że jedną z Jego cech jest relatywizm?

      Wracając zaś do "naszych" objawień - wspominając pośród przykładów innych świętych postać św. Joanny d'Arc, tym bardziej, iż miałaby mieć jakoby przeciwne objawienie do tego, co usłyszała od Pana Jezusa św. Faustyna, zachęciłeś mnie w do pogłębienia wiedzy na temat tej francuskiej Świętej.

      Czytając dostępne w Internecie materiały na jej temat udało mi się dotrzeć m.in. do zapisów z jej procesu, w którym została skazana na karę śmierci, jak i do zapisów z procesu jej rehabilitacji. Z tekstów, które miałem okazję przeczytać, a także z dokładnych (mam nadzieję) cytatów jej własnych wypowiedzi wynika, iż cała jej postawa, wszelkie działanie i decyzje, były przez nią realizowane właśnie w duchu posłuszeństwa Bogu, właściwego również dla św. Faustyny.

      Usuń
    13. W swoim procesie (prowadzonym przez duchownych przychylnych władzy Króla Anglii, tj. teologów z Paryskiego Uniwersytetu, opłacanego nota bene przez Anglików) św. Joanna dała wyraźny wyraz woli poddania się władzy Papieża i Soboru Florenckiego, na co nie pozwolił jej bp Cauchon, prowadzący proces.

      Co więcej św. Joanna d’Arc w słowach z dnia 31 marca 1431 roku: „On all that I am asked I will refer to the Church Militant, provided they do not command anything impossible” (tł. z fr., cyt. za http://www.stjoan-center.com/Trials/sec18.html), stwierdza, iż podda się we wszystkim woli Kościoła, chyba że zażąda się od niej uczynienia rzeczy niemożliwej.

      Niemożliwym zaś dla św. Joanny było stwierdzenie, iż jej objawienia nie pochodzą od Boga:

      1. Na pytanie, czy w razie uznania przez Kościół, iż jej objawienia są iluzjami, lub dziełem szatana stwierdziła, iż „zawsze wypełniała wolę Bożą i niemożliwe jest dla niej powiedzieć inaczej” (tamże).

      2. Na pytanie czy w związku z tym zaprzecza, iż jest podległa Kościołowi, Papieżowi, Kardynałom, Arcybiskupom, Biskupom i innym hierarchom Kościoła odpowiedziała „Uważam siebie za im podległą, jednak Bogu trzeba służyć jako pierwszemu” (jw.).

      3. Na pytanie „czy otrzymała zatem polecenie od swoich Głosów polecenie, aby nie podporządkować się Kościołowi Walczącemu, który jest na ziemi, ani jego decyzjom?” św. Joanna odpowiedziała, iż „nie odpowiada niczym, co pochodzi z jej własnej głowy, lecz to co odpowiada pochodzi z polecenia Głosów; ” (tłumaczę dosłownie na podstawie w/w strony www).

      Św. Joanna d’Arc nie otrzymała więc objawienia „przeciwnego” do objawienia darowanego św. Faustynie – św. Joanna została powołana do wyzwolenia Francji spod panowania Anglików. Pojmana przez Burgundczyków, sprzedana Anglikom i osądzona w politycznym procesie przez zaprzedanych im francuskich przedstawicieli Kościoła, nigdy nie zgodziła się, aby uznać objawioną jej i wypełnioną przez nią wolę Bożą za kłamstwo. Podobnie jak św. Faustyna - była we wszystkim poddana Bogu oraz Kościołowi, za wyjątkiem wezwania do popełnienia grzechu (czym tutaj byłoby wyparcie się objawienia danego jej przez Boga) - za to zginęła na stosie, za to również została ogłoszona świętą.

      Mam nadzieję, że teraz rozumiesz, iż św. Joanna d’Arc również była, podobnie jak św. Faustyna – wzorem posłuszeństwa Bogu i Kościołowi. Realizowanie zaś tego nakazu, szczególnie przez osoby konsekrowane (za wyjątkiem ulegnięcia sugestiom do popełnienia grzechu), jest „oddawaniem Bogu wielkiej chwały i ‘skarbieniem’ dla siebie zasług” (por. Dzienniczek św. Faustyny, pkt. 28). Tak właśnie rozumiem postawę św. Joanny d’Arc i słowa ze wspomnianego fragmentu „Dzienniczka” św. Faustyny.

      Pozdrawiam,
      Maciek

      PS. Jeżeli nadal będziesz miał wątpliwości odnośnie moich słów, to może poproś kogoś Ci bliskiego, niech przeczyta Twoje, moje wpisy - zapytaj co myśli, jak je rozumie, może ja zbyt "naukowo" lub zbyt ogólnie Ci tłumaczę. Dopuszczam to, że w niektórych stwierdzeniach mogę się też mylić, więc - jeżeli lepsze zrozumienie w/w spraw jest to dla Ciebie ważne - proponuję skonfrontować to z kimś trzecim.

      Usuń
    14. Nie pytałem o znaczenie słowa absurd, tylko o to co jest wg Ciebie absurdalnego.

      Rzeczywiście nie wiem za kogo się modlisz, ale wiem o kim wspominasz a o kim nie.

      Proszę Cię też byś nie wyrywał moich zdań z kontekstu.

      Relatywizm nie jest cechą Boga. Po prostu pewne rzeczy nie są tak proste, tylko trzeba się nad nimi głębiej zastanowić. Jesli to dla Ciebie wniosek, że Bóg jest wewnętrznie sprzeczny, no to masz problem i musisz się mocno zastanowić. Choćby dlatego, że w Biblii masz podobnie z opisami Jezusa. Z jednej strony do Niego odnoszą się pieśni o Słudze Pańskim z Iz i o Nim jest tekst z 42:

      "Nie będzie wołał ni podnosił głosu,
      nie da słyszeć krzyku swego na dworze.
      Nie złamie trzciny nadłamanej,
      nie zagasi knotka o nikłym płomyku.
      On niezachwianie przyniesie Prawo."

      A mimo to Jezus wyrzucił przekupniów ze świątyni, nazwał Jezusa szatanem, itd. Z jednej strony mówi uczniom by kupili miecze a z drugiej strony każe Piotrowi odłożyć miecz gdy zostaje pojmany, itp. Jeśli chodzi o Joannę, to tak wszystko realizowała w posłuszeństwie Bogu, ale to oznaczało bycie wbrew posłuszeństwu lokalnemu biskupowi. Chodzi mi o to, żeby nie interpretować jednego skromnego fragmentu Dzinniczka w taki sposób, że z Faustyny robi się heretyczkę. Bo przecież sam Kościół w różnych dokumentach stwierdza np. "27. W tym miejscu może pojawić się pytanie: czy mogą zaistnieć sytuacje, kiedy osobiste sumienie zdaje się nie pozwalać, by kierować się poleceniami wydanymi przez władzę? Może się zdarzyć, bowiem, że osoba konsekrowana musi oświadczyć, wobec norm prawnych lub wobec przełożonych: « Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi » (Dz 5,29)? Jest to przypadek tzw. obiekcji sumienia, o której mówił już Paweł VI,77 a którą trzeba rozumieć w jej autentycznym znaczeniu." CONGREGACJA DS. INSTYTUTÓW ŻYCIA KONSEKROWANEGO I STOWARZYSZEŃ ŻYCIA APOSTOLSKIEGO, http://www.vatican.va/roman_curia/congregations/ccscrlife/documents/rc_con_ccscrlife_doc_20080511_autorita-obbedienza_pl.html

      Chodzi mi przede wszystkim o to byś nabrał dystansu do pewnych spraw.

      Usuń
    15. Jeżeli uważnie przeczytasz cały pkt. 27 z Instrukcji "Posługa władzy i posłuszeństwo", którego fragment wyżej cytujesz i równie uważnie przeczytasz moje wpisy, to jest szansa, iż dostrzeżesz, że moje słowa, cytaty które podałem, oraz cały ich kontekst są zgodne ze słowami tejże instrukcji w tym punkcie.

      Pozdrawiam,
      Maciek

      PS. Co się zaś tyczy moich "problemów" - bądź spokojny, moje spojrzenie na Boga buduję w oparciu o merytoryczne źródła.

      Usuń
    16. Przeczytałem i jakoś nie widzę. Czy uważasz, że rozdział tego dokumentu jest wewnętrznie sprzeczny?

      Usuń
    17. "Mądrej głowie dość dwie słowie".
      Pokój z Tobą.

      Usuń
  10. Nareszcie! Po ponad półtora roku czekania! Bardzo dobry tekst! Żałuję tylko, że ktoś mi tego nie powiedział jak byłem nastolatkiem, ale lepiej późno niż wcale! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nareszcie mam nad czym myśleć. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Aaaa! A ja właśnie jestem tą co myślała, że wie. I tyle straciłam. Nie umiem z tego wyleźć. Nie umiem pragnąć :( Ale dzięki za tekst - pokazuje coś co dawno już czułam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czołem Gwałtowniku! Skręć za brzóską w prawo i wedle linii dębów. Potem skrajem lasu sosnowego prosto jak strzelił. Miniesz białą świątynię i czerwone wieże kościoła zobaczysz znaczy, że w Białymstoku jesteś. Stawiam PIWO :).
    Na pewno dużo do opowiadania masz - ponad pół roku Cię nie było.
    Z okazji obchodów Narodzenia Pana, życzę Ci (i modlę się o) każdego dnia noworądzącej się Nadziei na dobro.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo inspirujące i dystansujące do wszelakich religijnych i teologicznych sporów. Nawet ta wymiana zdań między Fabbs a Maciek jest w jakimś sensie odbiciem tego poematu, myślę że my sami jako ludzie bez pomocy udzielonej z nieba łaski nic nie osiągniemy, nawet sie połowicznie nie dogadamy chociażbyśmy chcieli i próbowali usilnie, ahh tyle kosciołów ... tyle wyznań a przecież Oblubienica jest tylko JEDNA

    OdpowiedzUsuń
  15. o jacież... no tak. najpierw jest brama. jak foremka...

    OdpowiedzUsuń
  16. jeszcze jedno przyszlo mi do glowy. Przy Gwaltowniku taki na przyklad pre pana Thorgal to sie chowa ze swoimi magicznymi przygodami ;)

    OdpowiedzUsuń